D.G. standing NOT for Dolce&Gabbana!
toxic relationships
Niechcący przypomniałam sobie dlaczego niektórych rzeczy panicznie się boję i dlaczego nigdy, przenigdy nie powinnam żałować podjętych kiedyś decyzji, twardego stąpania po ziemi w momentach, w których tak łatwo można było obrać inną drogę… mimo tego, że tak trudno było odmówić i nie poddać się jego urokowi…Tyle lat minęło… A ja nadal się boję, obawiam się, że gdyby jeszcze raz pojawił się na mojej drodze to… nie miałabym wystarczająco dużo siły. Do dziś jak o nim myślę… ciarki przechodzą mi po plecach, serce bije szybciej, a przecież… mieliśmy tak niewiele czasu. Może dlatego jestem tym kim jestem bo z nim nie poszłam, bo pozwoliłam mu odejść w trakcie jego zielonego tygodnia kiedy wydzwaniał nie wiedząc co mówi, kiedy nagle przestawał się odzywać, krzyczał bez powodu, wpędzał mnie w poczucie winy, rzucał słuchawką…
“Once upon a time, there was Candy and Dan. Things were very hot that year. All the wax was melting in the trees. He would climb balconies, climb everywhere, do anything for her, oh Danny boy. Thousands of birds, the tiniest birds, adorned her hair. Everything was gold. One night the bed caught fire. He was handsome and a very good criminal. We lived on sunlight and chocolate bars. It was the afternoon of extravagant delight. Danny the daredevil. Candy went missing. The days last rays of sunshine cruise like sharks. I want to try it your way this time. You came into my life really fast and I liked it. We squelched in the mud of our joy. I was wet-thighed with surrender. Then there was a gap in things and the whole earth tilted. This is the business. This, is what we’re after. With you inside me comes the hatch of death. And perhaps I’ll simply never sleep again. The monster in the pool. We are a proper family now with cats and chickens and runner beans. Everywhere I looked. And sometimes I hate you. Friday — I didn’t mean that, mother of the blueness. Angel of the storm. Remember me in my opaqueness. You pointed at the sky, that one called Sirius or dog star, but on here on earth. Fly away sun. Ha ha fu*king ha you are so funny Dan. A vase of flowers by the bed. My bare blue knees at dawn. These ruffled sheets and you are gone and I am going too. I broke your head on the back of the bed but the baby he died in the morning. I gave him a name. His name was thomas. Poor little god. His heart pounds like a voodoo drum.” ~ Candy
Candy is beside me, drenched in sweat. She’s breathing gently, long slow breaths. I imagine her soul going in and out: wanting to leave, wanting to come back, wanting to leave, wanting to come back. The day will soon harden into what we need to do. But for now we have each other. . . .
Luke Davies “Candy”
waiting for the sun
Gdzie wchodzi szczęście, tam zawiść rozpoczyna oblężenie i walczy z nim.
Leonadro da Vinci
Powinnam już od dawien dawna wiedzieć (i nie dziwić się ani trochę), że niektórzy ludzie z mojego najbliższego otoczenia mają manię wielkości i chcą mieć wszystko na wyłączność. Może nie powinnam się tym martwić i zawracać sobie głowy tym, że ktoś w końcu szefostwu utarł nosa i poniekąd mnie w to ucieranie wplątał. Mam tylko ogromną nadzieję, że nie oberwie mi się przy najbliższej okazji. Zawiść szefostwa kolejny raz wbiła mi szpilę gdzieś tam w okolicach sama nie wiem czy sumienia, serducha czy jeszcze czegoś innego – poczucia jedności i szacunku? Znowu dostałam po dupie… Czyli na prawdę nie można się na nikogo oglądać tylko dbać o swoje za wszelką cenę bo jak nie to ktoś inny odwróci kota do góry ogonem i zgarnie to co nam się należy? Smutne. However, nie traćcie nadziei! Są ludzie życzliwi i pomocni, którzy kryją się gdzieś za rogiem i tylko czekają aż ich spotkamy by skorzystać z tego, że walczą o nas jak lwy.
Czekałam dzisiaj na słońce. Przegapiłam. Mój aparat nie zdążył uwiecznić pięknego zachodu.
mniej kognitywnie
Była wyjątkowo sympatyczna. Co za głupie słowo? Sympatyczna? Oczywiście, to też, ale przede wszystkim urocza. Sformułowanie mniej kognitywne, bardziej emocjonalne…
Michael Böckler “Boska śmierć we Francji”
coincidence? there’s no such a thing
Po pierwsze:
bo tak po prostu.
Po drugie: wiedziałam od kiedy obejrzałam “10 things I hate about you“, że coś w nim jest… młodszy brat czy co? Tak nie wolno! Bo:
Przez cały film miałam wrażenie, że patrzę na klon H.L.
Po trzecie: nie ma czegoś takiego jak przypadek. Nic nie dzieję się przez przypadek. Nic! Przeznaczenie! Bo wcale nie przez przypadek pojawiłam się na pracowniczej imprezie. Nie przez przypadek poznałam pułkownika. Nie przez przypadek śniły mi się Indie! To wszystko miało swój cel i teraz już wiem jaki.
10 most wanted artists…
love to books
Nie wiem dlaczego czytając Dickensa przyszła mi do głowy myśl o mojej pierwszej przeczytanej książce, a zaraz potem pytanie: od kiedy kocham książki miłością pierwszą, najgłębszą, najszczerszą? Pierwszą samodzielnie przeczytaną książeczką, bo nie liczę wpół-czytanych z dziadkiem przygód Koziołka Matołka, był “Puc, Bursztyn i goście”, który z tego co pamiętam nie zachwycił mnie ani trochę! Następnie pojawił się “Rogaś z Doliny Roztoki” – kolejna pozycja, która jakoś mnie nie porwała… I chyba właśnie od tego momentu postanowiłam przekonać samą siebie, że jednak warto poszukać “fajnej” książki, bo przecież na psach i koziołkach świat się nie kończy! Tak się zaczęło połykanie literatury polskiej, brytyjskiej, amerykańskiej, rosyjskiej, francuskiej, niemieckiej, południowo-amerykańskiej, przez moment nawet fińskiej… i chciałabym żeby nikt nigdy mi tej przyjemności nie odebrał.
wheels are falling off the world
Everyday you live a life so full of hope
Shouldn’t drag your soul around you like a leather vogue
You remember everything you thought your life would be
Well its fallin through the craks of ancient history
Oh, Is this something that I never, something that i never had
Oh, Is this something that I never, something that i never had
Tell you what I’ve heard
The wheels are falling off, the wheels are falling off the world
Friday night and everything is a ok
We are living like we’ve always known a different way
We are taking on our different roads before our goal
It’ll bring you back around to the one you know
Oh, Is this something that I never, something that i never had
Oh, Is this something that I never, something that i never had
Tell you what I’ve heard
The wheels are falling off, the wheels are falling off the world
~~Jamie Cullum~~
The Decisive Moment by Henri Cartier-Bresson
Bo dziś jest mój prywatny dzień Henri’ego Cartier-Bresson’a,
a poniższe zdjęcie będzie mi towarzyszyć cały calusieńki styczeń.
Coś jest w tej kwintesencji chwili…
Cynamon, cukier trzcinowy, goździki, kardamon, wanilia…






