OMG I can’t believe it…
Złapałam się na tym na czym łapać się nie chciałam. Stopniowo rękami i nogami zaczynam bronić się przed wszelkimi wyjazdami, które tak skrzętnie planowałam od lat, zaczynam rozważać “mniejsze zło”, odsuwam od siebie termin podjęcia jakichś decyzji, jak ognia unikam poważnych rozmów na temat kupna biletu. Zgodnie z przewidywaniami – jest źle. Pocieszam się jakoś patrząc na mojego mamuta z drewna świadczącego o tym, że to co robię jest dobre (chociaż niekoniecznie dla mnie samej). Z niecierpliwością czekam na wieczorne plumkanie skajpa, poprostusiedzenie i nicniemówienie. Cały czas chodzi mi po głowie myśl, że przecież tak miało nie być!!! I co teraz?

it’s gonna be bad
Niestety. Stało się. Podobno ma być źle. Oboje źle to widzimy. Codziennie wiszenie na skype. Dziesiątki sms’ów. Kawy. Herbaty. Malta. Ooooj będzie źle! A pomyśleć, że źle mogło być już w październiku… Trzeba być walniętym…