lucky coin

lipiec 31, 2009 at 2:35 pm (coffee time in Poznań town)

czytając książki o niesamowicie smutnych, nieszczęśliwych ludziach i ich usłanym pechem oraz wszystkimi możliwymi okropnościami życiu zaczynam stukać się w głowę i przechodzić na tą stronę gdzie sobie człowiek uświadamia sobie ile dobra go spotkało i ile jeszcze przed nim. no i, że marzenia nawet te najbardziej odległe i nierealne czasami mogą się spełnić tylko trzeba o nie troszeczkę powalczyć.

- Tego wieczoru, kiedy przyprowadziłam cię do domu, zanim zacząłeś opowiadać, rzuciłeś monetą. Czemu?

- Nie byłem pewien czy mogę ci zaufać. Dlatego podjąłem decyzję na podstawie rzutu moneta. Powiedziałem sobie, że jeśli wypadnie orzeł, wszystko ci opowiem, a jeżeli reszka, grzecznie się pożegnam. No i wypadł orzeł.

- Czyli gdyby wypadła reszka, nigdy byś mi nie opowiedział swojej historii?

- Na pewno nie wypadłaby reszka.

- Tak bardzo wierzysz w swoje szczęście?

- A co szczęście ma z tym wspólnego? Masz, obejrzyj sobie moją monetę. – Wyciągam z kieszeni marynarki jednorupiową monetę i podaję jej.

Smita ogląda ją z jednaj strony, potem z drugiej.

- Przecież… z obu stron jest orzeł!

- Zgadza się. To moja szczęśliwa moneta. Ale jak mówiłem, szczęście nie ma z tym nic wspólnego.

Odbieram jej monetę i wysoko podrzucam. Leci w górę, przez chwilę połyskując na tle turkusowego nieba, a potem wpada do oceanu i tonie w jego przepastnych głębinach.

- Dlaczego wyrzuciłeś swoją szczęśliwą monetę?

- Już jej nie potrzebuję. Bo szczęście pochodzi z wewnątrz.

Vikas Swarup „Kto wygra miliard?”

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

I’m getting off these trains

lipiec 28, 2009 at 8:19 pm (coffee time in Poznań town)

zaczyna mi się wydawać, że nie jestem tak silna i odporna jak do tej pory sądziłam. mimo tego, że sama tradycyjnie wprowadziłam swoisty masochizm w swoje życie nalegając byśmy nie tracili kontaktu z racji na lożę szyderców (czyli bardzo fajnych wspólnych znajomych) to jakoś dziwnie mi się robi jak widzę go na tych wszystkich komunikatorach. potrzebuję czasu. tak, czas to coś czego mi trzeba. podobno jemu również. więc po co dzwoni o nieprzyzwoitej nocnej porze (udając, że telefon świruje w kieszeni) i zagaduje na gadulcu proponując kolację?! dziękuję, wysiadam z tego pociągu. przynajmniej na jakiś czas. jeszcze nie pora na tak frywolne zachowania… a tak przy okazji: ten drugi też zachowuje się jakby nagle mu mózg coś pochłonęło i nie zostawiło nawet resztek. nie mam zamiaru dalej w to brnąć i świadomie napsuć innej kobiecie krwi. to za bardzo boli wszystkie strony. z tego pociągu też wysiadam.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

reunion

lipiec 27, 2009 at 12:22 pm (coffee time in Poznań town)

stara przyjaźń nie rdzewieje? nawet po niemal 6 latach kompletnej ciszy? po wczorajszym spotkaniu mogę odpowiedzieć, że tak, chyba tak. co prawda teraz czeka nas jeszcze sporo pracy ale po facebookowych i gadugadowych panelach dyskusyjnych i wczorajszym czterogodzinnym piwie wszystko staje się bardziej realne. nie było zażenowania. nie było udawanej życzliwości. było… normalnie. w końcu trzeba było się spieszyć bo miałyśmy do zrelacjonowania 6 lat i do wspomnienia wspólnych wcześniejszych 12 lat! (o matko z córką! to my się znamy… 18 lat ?! nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy). umiejętnie pominęłyśmy to co nas podzieliło. żadna z nas nie miała ochoty rozdrapywać starych ran. to taka nasza czarna dziura, którą umiejętnie omijamy z korzyścią dla nas obu. reunion udany!

Pamięć serca unicestwia złe wspomnienia wyolbrzymiając dobre. I dzięki temu mechanizmowi udaje nam się znosić ciężar przeszłości.

Gabriel Garcia Marquez “Miłość w czasach zarazy”

poniedziałkowa poranna mieszanka muzyczna objęła to i to. teraz czas na:

florence_and_the_machine

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

ohhh…

lipiec 25, 2009 at 6:42 pm (coffee time in Poznań town)

…they shouldn’t have… it’s a punch below the belt!

enough! no more Josh! ;) no more Michael! ;)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

hahaha!

lipiec 25, 2009 at 6:27 pm (coffee time in Poznań town)

and btw – Ellen is… cool :D

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

a bit of Notre-Dame de Paris mood

lipiec 25, 2009 at 5:53 pm (coffee time in Poznań town)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

to stand on mountains

lipiec 24, 2009 at 3:38 pm (coffee time in Poznań town)

codzienne popołudniowe burze doprowadzają mnie do szału, ale dzięki nim zmuszona jestem wyłączyć wszystko co elektryczne (poza światłem) i z przyjemnością, bez wyrzutów sumienia – poczytać i posłuchać.

rzeczy martwe (choć czasem mam wrażenie, że moje autko żyje własnym życiem) potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi szczególnie wtedy kiedy w najmniej odpowiednim momencie blokują im się koła. jako zadośćuczynienie musiałam zakupić lody, lilastarsy i colę (po zabójczej osiedlowej cenie).

jak słyszę jego głos to mój zaczyna się łamać. a jak go widzę w moim ukochanym mieście to… ehhh no i ten głos w połączeniu z tym językiem… i się rozpływam… btw. amerykanie robienie show mają chyba we krwi!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

black & white bass players

lipiec 23, 2009 at 2:32 pm (coffee time in Poznań town)

nic nie poradzę na to, że uwielbiam gitarę basową i basistów…

Chris Wolstenholme

Jared Followill

Tony Levin

Mike Rutherford

Sting

i ubóstwiam te czarno-białe zdjęcia…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

a little blessing in disguise

lipiec 22, 2009 at 8:44 pm (coffee time in Poznań town)

the fall

niesamowity. przepiękny. uroczy. wzruszający. magiczny. artystyczny.prawdziwy.

te kolory. ta muzyka. te miejsca. ta dziewczynka. te kontrasty.

jestem bezgranicznie zauroczona…

nie wiem co jeszcze napisać. chcę to mieć w domu. koniecznie.

the_fall_2

the fall 3

the fall 4

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

desirable

lipiec 22, 2009 at 3:23 pm (coffee time in Poznań town)

coffee mugs

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »