work, work, work
Chyba jednak baaaaardzo tęsknię za pracą. Minął tydzień przygotowań i… od razu mi lepiej!!!! A od wtorku – pełen etat, pełne skupienie, 100 tysięcy spraw na głowie i… cieszę się z tego
lake Como, Italy
Na razie nie czuję większej różnicy między 24 a 25. No, może troszeczkę… ale to bardziej moja własna podświadomość sugerująca zakup kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy, zwracająca uwagę na bardziej odpowiedni ubiór, wytykająca zbliżające się śluby i grożąca palcem, że czas najwyższy na podjęcie jakichś zdecydowanych kroków lub choćby bardziej intensywnych starań w szukaniu męża (bardziej niż podświadomość działa tu rodzinna perswazja). Kto wie? Może kiedyś ktoś będzie mi to śpiewał
Będziemy się martwić po trzydziestce.
Kobiety to jednak żyją w swoim świecie! Od dziś – przyrzekam to sobie – nie będę czekać przy telefonie, mieć włączonych wszystkich komunikatorów (bo przecież któryś z nich może się popsuć), siedzieć po nocach na gg (bo przecież może się za chwilę odezwać)! NO MORE ! W końcu – skoro nie dzwoni to znaczy, że… he’s just NOT that into you!
Mam coraz więcej książek do przeczytania… już mi się półki kończą!
Wakacje powinny trwać miesiąc (no, chyba, że ma się te 2 miesiące wolnego wypełnione po brzegi ciekawymi wyjazdami). Tęskno mi już do codziennej rutyny, przysypiania w koreczku za kierownicą, picia kawy na korytarzu kiedy jeszcze prawie nikogo nie ma, uśmiechniętych dzieciaków i tego wszechobecnego “proszę paniiiii !!!, przesiadywania z koleżankę E w bibliotece w trakcie okienek. Ehhh, trza do pracy! Statyczność mi chyba szkodzi!
Ahhhh już się nie mogę doczekać!!!
shoes
Gdyby wierzyć snom to:
- czeka mnie daleka podróż
- ktoś złoży mi obietnicę
- spotka mnie jakieś powodzenie
…
już mam złe przeczucia. a to jeszcze trzy dni! dlaczego w swoje własne urodziny (i na trzy dni przed) nie mogę robić tego co chcę tylko znowu podporządkowuję się innym? dlaczego chociaż raz w roku ludzie nie mogą zrobić czegoś co mi sprawi autentyczną przyjemność?! dlaczego nie mogą posłuchać na co ja mam ochotę?! zapytać: jak chcesz spędzić te dni? my się dostosujemy do wszystkiego co wymyślisz! jeśli polega to na tym, że inni mają ubaw, a ja mam się znowu ładnie uśmiechać i udawać, że wszystko ok, to ja tak nie chcę, to mi nie zależy, to już lepiej odpuśćmy sobie ten teatrzyk (jak co roku).
caffeine
Przeczytane:
Czy bez porannej filiżanki kawy czujesz się pozbawiona sił? To może być objaw uzależnienia!
Moc kofeiny: regularne picie kawy to nie tylko zastrzyk energii, ale także chęć zaspokojenia kofeinowego głodu. Rozpoznasz go po 5 symptomach, takich jak: ból głowy, senność lub zmęczenie, zmienny nastrój (dominuje rozdrażnienie lub przygnębienie), trudności w koncentracji oraz ból lub sztywność mięśni. Ich nasilenie zależy od dawki kofeiny, do jakiej jest przyzwyczajony organizm, ale może wywołać je nawet tak niewielka jej ilość jak 100mg dziennie, czyli filiżanka kawy. Mała czarna uwolni cię od tych objawów, ale niestety tylko do następnego poranka.
Wpływ na zdrowie: Chociaż kawa dostarcza przeciwutleniaczy, łagodzi objawy alergii i zapobiega rakowi wątroby, ma także wiele działań niepożądanych. Zawiera związki podnoszące poziom cholesterolu we krwi (…) i drażniące żołądek, zakwasza organizm i pozbawia go wit. z grupy B, wapnia, magnezu, cynku czy żelaza. Picie jej w nadmiarze (powyżej 2-3 filiżanek, czyli 200-300 mg kofeiny) sprzyja powstawaniu kamieni nerkowych i może szkodzić układowi krążenia, ponieważ przyspiesza tętno oraz zwęża naczynia krwionośne. U niektórych ludzi prowadzi do zaburzeń snu, bo utrudnia zasypianie i skraca fazę REM.
Jak rzucić: Chociaż wielu osobom rezygnacja z porannej dawki kofeiny wydaje się wręcz niemożliwa, warto stopniowo zmniejszać dzienną porcję kawy. Najsilniejsze symptomy po jej odstawieniu odczujesz po 12-24 godzinach od ostatniej filiżanki. Zwykle nie trwają one dłużej niż 2 dni, a całkowicie ustępują po 2-9 dniach. Zrezygnuj jednak z kawy bezkofeinowej, która podnosi poziom “złego” cholesterolu LDL i wolnych kwasów tłuszczowych we krwi, co może prowadzić od chorób serca. Pamiętaj, aby ograniczyć również inne źródła kofeiny, takie jak napoje typu cola i energetyzujące, a także czekoladę i herbatę.
Shape, styczeń 2006 – źródło “Psychopharmacology”, “International Journal of Cancer”, badania American Heart Association
Czy w związku z tym cokolwiek jeszcze mogę?!?!?! Przecież życie bez kawy, herbaty, czekolady i coli byłoby takie jakieś niepełne


RIP Piwnica
Szukając ciekawych wydarzeń poznańskich zaczęłam krążyć po www klubów/pubów/itp. I co? Zamknęli Piwnicę 21 !!! I to w czerwcu !!! (heh, mam dwumiesięczną obsuwę) Ale why?! Czyżby jednak mieszkańcy ul.Wielkiej zwyciężyli w bitwie i przepychance o ciszę nocną? Szkoda. Wielka szkoda…
Ale! Tej jesieni, póki co, czekają nas Kazik i Riverside (!!!!!!) Wcześniej – Grześ T., Czesław, Steve Hackett (chociaż ten ostatni w Inowrocławiu). I teraz pytanie: pójść czy nie pójść?
priceless!
Jako zwierzę stadne nie potrafię zbyt długo przebywać sam na sam ze sobą. Owszem, czasami trzeba odpocząć od tego całego harmidru, zamknąć się szczelnie w czterech ścianach i sączyć mało wykwintny napój w towarzystwie książki, ale… bez przesady. Znowu uświadomiłam sobie jak bardzo do życia potrzebuję ludzi, wychodzenia z domu, siedzenia w kawiarniach, obserwowania ruchu staro-rynkowego, duszenia się w tramwajach, nawet denerwowania na dziwnie poruszający się ruch uliczny! Bez ludzi – wariuję (potwierdzone przez best friend!).
Niedzielnie popołudnie i wieczór na old market square – bezcenne! Studenckie piwo z lożą szyderców – bezcenne!
ZONK!
Miałam jakiś czas temu taki fajny plan: wsiąść wcześnie rano do pociągu z plecakiem i aparatem, udać się na zachód, wrócić wieczorem. Cel: Berlin. Jak zwykle planując wyjazd sprawdziłam połączenia PKP. Rzecz pierwsza, która dała mi do myślenia: dostępne są tylko EC i jakiś dziwny pospieszny. Rzecz druga: cen brak. Rzecz trzecia: bez-przesiadkowe połączenia o rozsądnych godzinach były raptem 2. Rzecz czwarta: bez-przesiadkowe połączenia powrotne o interesującej mnie porze było na dobrą sprawę 1. Pełna nadziei udałam się na nasz cudowny, nowoczesny dworzec. Ustawiłam się grzecznie w kolejce do informacji turystycznej. Po parunastu minutach kwitnięcia mało uprzejmy pan poinformował mnie, że on mi nie udzieli informacji i mam się udać do centrum obsługi klienta. Ruszyłam więc we wskazanym kierunku. Znowu kolejka. Znowu dobrych paręnaście minut. O tyle lepiej, że mogłam usiąść rozmawiając z panem w garniturze, który z koeli poinformował mnie, że pociąg, który mnie najbardziej interesuje… w zasadzie w grę nie wchodzi bo zatrzymuje się w moim mieście tylko na przegląd techniczny więc wsiadanie nie wchodzi w grę, chyba, że chciałabym się uprzednio udać do Warszawy żeby wsiąść tam (ZONK!). Brnęłam więc dalej. Ceny troszeczkę powalające (bierzemy pod uwagę cenę biletu niby ze zniżką dla ludziów do 26 roku życia, czyli jeszcze się łapię). Nawet gdybym skusiła się na najlepsze połączenia (czyli a) szybkie, b) o cenie średnio nadwyrężającej mój budżet… ok, nadwyrężającej baaardzo szczególnie biorąc pod uwagę porównywalną odległość z naszą stolicą) to byłabym w Berlinie aż 3 godziny (ZONK!)! Aha, jeszcze jedno, gdyby chciało mi się kombinować i wracać inny pociągiem (o mniej przyzwoitej godzinie) to trzeba byłoby przedostać się na inny dworzec (ZONK!). Co więc miałabym z wędrówek po stolicy Niemiec?! Po tym jak pan udzielił mi kilku wskazówek niezadowalających mnie nawet w 10% odeszłam od jego biurka bardzo niepocieszona. I pomyślałam sobie – jakim cudem jesteśmy dużym państwem Europy, członkiem UE jeśli nie mamy logicznych połączeń ze stolicą najbliższego państwa?!
Berlin poszedł w odstawkę. Czeka na lepsze czasy PKP albo lepszy samochód i moją wiarę w siebie w roli kierowcy międzynarodowego.
nothing box
So, does it make IT easier in any way? Well, at least it may make us laugh.
