Kashmir Valley
Jestem posiadaczem czerwonego biletu na A.D.H.D. Riverside! Już w czwartek! Jupijajej!
Sobotni wieczór panieński daje mi się we znaki. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się odespać. W tym tygodniu to raczej niewykonalne.
Co rano wita mnie mgła i moje zmarznięte autko. Południami wieje prawdziwą jesienią. Po okolicy roznosi się zapach palonych liści. Walczę z pokojowym zimnem. Dwa swetry, koc oraz

all true about tea
Nie pij herbaty jak ktoś, kto przełyka kawę w czasie przerwy w pracy. Rób to powoli i z namaszczeniem, tak jak pracuje oś, wokół której kręci się Ziemia – powoli, równo, bez pośpiechu. Żyj w teraźniejszej chwili. Tylko ona jest życiem
{Thich Nhat Hanh}
Opera HD
Pierwszy raz widziałam tak ascetyczną scenografię w operze! Była cudowna! Gra świateł po prostu działała cuda! A przez to wszystko tekst (do wyboru: włoski – słuchany, angielski – czytany) był uwypuklony i nie można było się na nim nie skupić. Pełen minimalizm zapierał dech a ruchy niczym u mima w dziwny sposób zachwycały! Orfeusz… patrząc na niego dziwiłam się, że można przez 5 minut prawie nie mrugać oczami… The best postacią był… ptak! (kto oglądał wie dlaczego) I to wszystko autentycznie było LIVE z Mediolanu!!!!!!!


Do końca roku zostały nam:
- Eugeniusz Oniegin Czajkowskiego z Opera de Paris
- Rigoletto Verdiego z Teatro Reggio di Parma
- Carmen Bizeta z Teatro alla Scala (LIVE !!!)
L’Orfeo
Już za dwie godzinki:

w poznańskim kinie
i L’Orfeo Monteverdiego !
green home library
Marzy mi się biblioteka. Moja własna, maleńka biblioteczka. Taka z ciemnozielonym dywanem, zielonym fotelem i zieloną sofą z wielkimi poduszkami i przytulnym kocem, kremowymi ścianami, drapowanymi firankami, lampą w kolorze starego złota, czarno-białymi zdjęciami w miedzianych ramkach, stoliczkiem na herbatę i regałami na książki sięgającymi niemal do sufitu. Marzy mi się miejsce, w którym czułabym się bezpieczna, gdzie nic by mnie nie rozpraszało, gdzie wchodziłoby się do innego świata i zatapiało w nim po uszy.

U2
Po obfitującej w wydarzenia sobocie – niedziela była leniwa. Bardzo leniwa.
Zlot fanów U2 na naszej Malcie odbył się w doborowym towarzystwie. Nie sądziłam, że będzie aż tak sympatycznie. Troszeczkę kameralnie, ale głośno, długo i wesoło. Straciłam głos! Mam taką chrypę jakbym to ja stała na scenie i próbowała przekrzyczeć wszystkich fanów i to bez mikrofonu. A ja tylko dużo gadałam…Na pamiątkę – VIPowska plakietka z moim imieniem i drumstick perkusisty
Ominął mnie Steve, ale… chyba było warto zostać w Poznaniu.
A jednak mili mężczyźni chodzą po świecie… Szkoda, że musiałam odmówić wspólnemu obiadkowi… Może za 3 tygodnie, jak pan się znowu w PL pojawi…
Swoją drogą, kolejny raz przekonałam się o tym jak maleńkie jest nasze miasto. Znowu natknęłam się na siatkę znajomych… bo ten zna tego, a tamten tamtego i w zasadzie to wszyscy powinniśmy się znać. I najlepiej jest milczeć. Żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś nie na miejscu.
Złamałam okulary! Grrrr… liczyłam się z kupnem nowych ale nie tak na łapu-capu!
Wszystko wskazuje na to, że się moje drogie koleżanki zabrały za swatanie. Zabawne.
Za półtora miesiąca – FINLANDIA! Ha! Surprise, surprise! Jutro dowiem się szczegółów czyli kogo, gdzie i w jakim temacie będę tłumaczyć.
Już nigdy więcej nie będę kupowała napojów alkoholowych w osiedlowym sklepie! Never!!!!
I give you – Eisenheim
Oh dear! Zaczęło się Edwardowe szaleństwo – again
Chłonę dosłownie wszystko! Dzisiaj, po raz kolejny – Eisenheim… Poszukiwane do przygarnięcia na czas bliżej nieokreślony – Pride and Glory, Down in the Valley, Primal Fear.
unbelievable!
Nie sądziłam, że jestem AŻ tak głupia i nieasertywna! W trakcie poszukiwania nowej, bardziej emocjonującej, iskrzącej, ciekawszej, lepiej płatnej pracy powróciłam na stare śmieci kierując się myślą “mieć a nie mieć”. Myśl jak najbardziej prawidłowa ale… no tak, tradycyjnie moje miękkie, dobre serce i poczucie odpowiedzialności przejęło inicjatywę nad rozumem, logiką i postawą “postaw się a zastaw się!”. W rezultacie: 25h programowych lekcji na dwóch piętrach (już po trzech dniach wiem, że spóźnianie się nie będzie czymś nadzwyczajnym, wręcz przeciwnie – będzie bardzo przewidywalne), 1h rewalidacji (w końcu trzeba pomóc uroczej dziewczynce o takiej empatii, że cała reszta dzieciaków może się schować i wstydzić), 2h zajęć wyrównawczych/przygotowujących do egzaminu (no bo jak tu stać z założonymi rękoma kiedy oni nie wiedzą o co chodzi a chcą wiedzieć?!), 2h kółek zainteresowań (sesese znowu będziemy dziennikarzami no. 1!)… W głupocie swej wielkiej podjęłam się tzw. popołudniowych zajęć indywidualnych w liczbie 5. Nie mam jeszcze pomysłu na przeżycie tego roku (no, chyba, że jakiś inny zacny pracodawca zainteresuje się mą skromną osobą). Po prostu – nie do wiary! A tyle razy mówiłam sobie, że nie mam przeginać z dobrocią
Tak mi się chciało wracać do pracy, że… prawie zaspałam na rozpoczęcie! Po raz pierwszy w życiu udało mi się uszykować do wyjścia w ciągu 7 minut! Byłam dosłownie punkt 9:00 w czarnej sukience i fioletowych rajstopach na korytarzu drugiego piętra
Ha! Będę się uczyć! Studia to jednak za dużo (patrząc na to, że studiowałam ostatnich 6 lat a przez minione 3 lata nie miałam wolnych weekendów), więc postanowiłam rozwinąć się językowo! Sama w to nie wierzę, ale będę szprechać! Niemiecki! Biorąc pod uwagę fakt, że całe liceum (bite 4 lata!) robiło mi się słabo na myśl o niemieckim to zapisanie się na kurs z własnej nieprzymuszonej woli jest warte wyrycia w kamieniu i pozostawienia go potomnym. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Cóż, wszystko się zmienia (nawet nastawienie do niemieckiego!).
Aha, najgorszą rzeczą pod słońcem jest uczenie nauczyciela. Albo inaczej – uczenie kogoś kto dobrze zna się na metodyce i dydaktyce nauczania języków obcych. Współczuję pani germanistce, która starała się przeprowadzić lekcję pokazową w szkole na “E”. Chyba powinnam jej postawić piwo albo coś w tym rodzaju…
By poczuć się lepiej (tzn. zapomnieć o swojej głupocie) nabyłam drogą kupna parę cudownych rzeczy, w tym zielony szalik
Jesień idzie… już ją czuć… widać… dzisiaj – chmury, chmury, chmury…
it’s been a year (31.08)
Nadal nie mogę uwierzyć, że S nie ma już rok. Czas szybko minął. Jakby to była zaledwie tydzień, miesiąc temu. A to już rok… Widać było, że wielu ludzi o nim pamięta… białe kwiaty, znicze. Cały czas w duchu powtarzam sobie, że jest mu teraz lepiej, lżej – trochę pomaga.